Przejdź do głównej zawartości

Zimna Cyber Wojna


Parę słów o wykorzystaniu chwytliwego i sensacyjnego sloganu

W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami niewyobrażalnego wzrostu zainteresowania mediów wokół tematu tzw. „cyber wojny”. Zewsząd dochodziły do nas informacje z blogów, z gazet czy z telewizji, że kolejna wojna tym razem cybernetyczna jest już na skraju wybuchu.
Kiedy myślę o wojnie, oczami wyobraźni widzę sytuacje, w której dwie strony atakują się nawzajem co prowadzi do ofiar po obu stronach. Ta maksymalnie uproszczona definicja powinna odnosić się także do cyber wojniy czy szeroko rozumianego konfliktu, którego areną jest ogólnoświatowa sieć komputerowa. Takiej sytuacji jak do tej pory nie odnotowano i szczerze mówiąc wątpię, by w krótkim czasie zmieniło się coś w tej kwestii.

Hasło cyber wojna najczęściej atakuję nas z nagłówków artykułów w momencie odkrycia rzekomej broni, którą miałyby się posługiwać strony biorące udział w takim konflikcie. Przykładem może być Flame, Dugu i Gauss. Złośliwe oprogramowanie o którym mowa zostało wymierzone w konkretne cele na bliskim wschodzie, by wykradać interesujące przeprowadzających ataki informacje. Takie działania ze względu na ich ograniczony zasięg geograficzny i niewielką ilość szkód, można porównać do precyzyjnych nalotów bombowych. Jednak także w tym przypadku nie możemy mówić o cyber wojnie ze względu na brak ofiar czy też odpowiedzi ze strony zaatakowanych. W tym przypadku możemy mówić o różnego rodzaju aktach szpiegowskich, to cyber szpiegostwo, ale w żadnym przypadku nie wojna.

Więc czy możemy powiedzieć, że mocarstwa traciły czas na opracowywanie strategii obronnej na wypadek konfliktu w sieci? Odpowiedź brzmi – zdecydowanie nie. Sądzę, że przygotowywanie się na wszelkie możliwe scenariusze i określenie możliwych reakcji na potencjalny atak jest mądrym wyjściem. Wyobraźcie sobie wrogi atak hakerski, którego celem jest infrastruktura wodociągowa czy elektrownie danego kraju. Taki atak z pewnością może doprowadzić do ofiar wśród ludności cywilnej. Zatem posiadanie planu jest uzasadnione, ponieważ może ocalić wiele ludzkich istnień. Może także zapobiec bezprawnemu atakowi przeciwko domniemanemu agresorowi co może doprowadzić do niepotrzebnego nakręcania spirali agresji i wymknięcia się całej sytuacji spod kontroli. Podsumowując: dobre przygotowanie do ewentualnej cyber wojny powinno zapobiec jej wybuchowi.

W chwili obecnej chciałbym wezwać wszystkich do poprawnego określania cyberataków, które od czasu do czasu wychodzą na światło dzienne. Nazywajmy je po prostu odpowiednio do tego co sobą reprezentują i jakie operacje kryją się za takimi działaniami, a najczęściej jest to szpiegostwo i sabotaż. Nie jestem też zwolennikiem hasła cyberterroryzm, który sam w sobie jest jedynie chwytem marketingowym przyciągającym czytelnika do artykułów lub widza przed ekran telewizora. Jest to ogromne nadużycie mogące wywoływać strach przed zjawiskiem, które tak naprawdę nie istnieje. Nigdy w historii nie mieliśmy do czynienia z atakiem terrorystycznym przeprowadzonym za pośrednictwem Internetu. Oczywiście terroryści korzystają z sieci by rozpowszechniać swoje ekstremistyczne poglądy, by rekrutować nowych sympatyków czy do szeroko rozumianej propagandy. Ale atak który pociągnąłby za sobą ofiary w ludziach na szczęście jeszcze nie nastąpił.

Nadużywanie określeń cyber wojna i cyberterroryzm by wywołać strach w odbiorcach przywodzi mi na myśl atmosferę lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych czyli okres zimnej wojny. Wojna ta była oparta głównie na podejrzeniach i nieufności w stosunku do przeciwnika oraz na paraliżującym strachu przed potencjalnym atakiem. Możliwe, że za kilka lat będziemy mogli spojrzeć wstecz i powiedzieć o otaczającej nas dzisiaj rzeczywistości - Zimna Cyber Wojna.


Eddy Willems
specjalista ds. bezpieczeństwa IT
G Data Software  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

PUP – „programy usilnie przeszkadzające”

Internet pełny jest narzekań oraz pytań na temat potencjalnie niechcianego oprogramowania, w skrócie PUP (potenially unwanted programs). Użytkownicy skarżą się na wirusy, które zainfekowały ich przeglądarkę lub paski narzędzi, które włamały się do ich komputera.  Aplikacje z tej grupy nie są jednak przypisane do kategorii złośliwego oprogramowania w szczególności, że większości „infekcji” tego rodzaju jest dość łatwa do uniknięcia.  Ogólnie rzecz biorąc temat PUP jest wieloaspektowym problemem dla użytkowników i branży antywirusowej jednocześnie będąc dochodowym biznesem dla ich dystrybutorów.
PUP to nie malware Określenie złośliwe oprogramowanie odnosi do software’u, którego głównym celem jest wyrządzenie szkód na zainfekowanym urządzeniu lub kradzież informacji z zamiarem ich wykorzystania do działań przestępczych (kradzież tożsamości, nadużycia finansowe czy sprzedaż wykradzionych danych). Nie zawsze jednak możemy tak łatwo rozróżnić typowe złośliwe pliki od potencjalnie niechciane…

Ekspert ds. bezpieczeństwa na wakacjach: Czy hotelowe sejfy są bezpieczne?

Okres letni w mediach często nazywany ogórkowym ma swoje prawa. Jednym z nich są tematy, które normalnie nie przebiłyby się na pierwsze strony gazet czy nagłówki stron internetowych. Podobnie jest z historią, którą dziś będziemy chcieli wam przybliżyć. W normalny dzień roboczy nie jest to główne zadanie pracowników naszego SecurityLabu, jednak w okresie letnich wyjazdów postanowiliśmy sprawdzić jeden z hotelowych sejfów. I co? Z bezpieczeństwem nie ma on za dużo wspólnego.
Ekspert ds. bezpieczeństwa na wakacjach Wciąż jesteśmy na początku okresu wakacyjnego i wielu z nas długo wyczekiwany urlop ma wciąż w planach. Co powinniśmy wiedzieć wybierając się na wyjazd z wartościowymi rzeczami, na które tak ciężko pracowaliśmy przez cały rok poprzedzający nasz urlop? Jeżeli będziecie wypoczywać w hotelu możecie natknąć się w swoim pokoju na tzw. sejf hotelowy. Nasz ekspert wybrał się na zasłużoną przerwę od wyszukiwania i analizowania kolejnych wirusów i trojanów. W hotelu natknął się na popu…

Ostrzegamy! Uważajcie na fałszywe maile od Poczty Polskiej

Od kilku dni do naszego laboratorium antywirusowego trafia ogromna liczba zgłoszeń o fałszywych mailach, których rzekomym nadawcą jest Poczta Polska. Maile są dość nieudolnie zredagowane, jednak mogą wprowadzić w błąd mniej doświadczonych lub chwilowo roztargnionych odbiorców.
Już sam tytuł wiadomości powinien spowodować zapalenie się czerwonej lampki w naszych głowach!


Nagłówek Niedostarczoneprzesylkina 7.05.2015, kod:447976prócz  polskich znaków diakrytycznych pozbawiony jest również sensu. W samej treści maila także nie uświadczymy poprawnej polszczyzny, natrafimy za to na maszynowe tłumaczenia z wykorzystaniem translatora internetowego co może sugerować zagraniczne pochodzenie maili.




Jednak te podstawowe błędy, które dyskwalifikują wiadomość, mogą zostać pominięte przez niecierpliwych czekających na internetowe zakupy lub bardzo ważną przesyłkę. Jeżeli odbiorca kliknie (nie róbcie tego w domu!) w buton „Zobacz informacje” zostanie przekierowany do fałszywej strony Poczty Polskiej …