Przejdź do głównej zawartości

Session riding – zagrożenie dla internautów


Tysiące stron internetowych pada ofiarą ataku – hakerzy wprowadzają do nich złośliwy kod.
W G Data SecurityLabs wykryliśmy wiele stron internetowych, przy których manipulowali hakerzy. W poniższym artykule przedstawiamy szczegóły zagrożenia atakiem typu session riding oraz rady, jak się przed nim chronić.
Z atakiem session riding mamy do czynienia, gdy hakerzy umieszczają w zwykłej stronie internetowej złośliwy kod, prowadzący do pliku JavaScript umieszczonego na zewnętrznym serwerze. Plik “uprowadza” pliki cookies z danej sesji. Dzięki temu haker może podszywać się pod użytkownika strony.

Kod zamieszczony na stronie
Kod jest albo zamieszczony jako tekst jawny, albo zakodowany i trudny do odczytania.


Nasze skanery wykryły wprowadzony kod jako HTML:Script-inf. Użytkownicy, którzy używają filtra HTTP, są natychmiast informowani o zagrożeniu.

Zdeponowany JavaScript
Szkodliwy plik JavaScript został wykryty na kilkunastu serwerach, występował też pod różnymi nazwami. Jego najnowsza wersja pozyskuje informacje o przeglądarce, z której korzysta dany użytkownik i pobiera pliki cookies z jego komputera. Plik został zidentyfikowany jako Trojan.JS.Iframe.BDV i JS:Iframe-FP [Trj].

Możliwe scenariusze
Przykład: wyobraźmy sobie, że hakerzy wprowadzili złośliwy kod do sklepu internetowego. Niespodziewający się niczego użytkownik wchodzi na stronę i loguje się na kontro. W tym czasie uruchamia się złożliwy skrypt. Hakerzy zyskują dostęp do konta zakupowego użytkownika – mogą więc, bez jego wiedzy, na przykład zamawiać coś w jego imieniu.
Hakerzy mogą zamieścić dowolną zawartość na serwerze, do którego się włamali – dopóty, dopóki mają możliwość zalogowania się. Mogą na przykład używać serwera jako depozytu na pliki malware lub zamieszczać na nim skrypty, które przekierowywują użytkownika do złośliwych plików.

Jak kod zostaje zamieszczony na stronie?
Hakerzy mają wiele sposobów na włamanie się do systemów zarządzania stroną. Wielokrotnie informowano o przypadkach wykorzystywania słabych punktów systemów CMS. Ci, którzy pamiętają bombę (
http://blog.gdatasoftware.com/blog/article/hacked-wordpress-pages-reveal-potential-time-bomb.html) zamieszczoną na zaatakowanych stronach w WordPressie, wiedzą, o czym mowa.
Często ofiarą ataków padają popularne systemy CMS takie jak WordPress czy Joomla. Ataki jednak nie ograniczają się do nich. Z dostępnych nam obecnie informacji wynika, że komputery użytkowników zarządzających treścią na stronach zostają zaatakowane plikami malware, które kradną hasła. Dzięki nim hakerzy mają dostęp do systemów zarządzania stroną.

O tym, jak ważne jest zabezpieczanie komputerów, można mówić w nieskończoność. Jeden zainfekowany komputer może szkodzić kolejnym, ponieważ ofiarą złośliwych plików padają wszyscy odwiedzający stronę, której administrator został zaatakowany.

Co może zrobić administrator?
·      Dla zabezpieczenia strony należy regularnie aktualizować system zarządzania stroną.
·      To samo dotyczy pluginów i wzorów strony.
·      Jeśli zarządzasz serwerem, upewnij się, że jest bezpieczny i stale aktualizowany. Jeśli korzystasz z zewnętrznego serwera, skontaktuj się w tej sprawie z jego właścicielem.
·      Hasła, zwłaszcza do CMS i FTP, należy wybierać ostrożnie. Kontro administratora nie powinno nazywać się “admin”. Każde z kont powinno posiadać swoje własne, starannie wybrane hasło. O hasłach i bezpieczeństwie można poczytać tutaj: http://www.gdatasoftware.co.uk/security-labs/information/tips-tricks/secure-passwords.html
·      Nieaktywne konta zarządzania stroną należy dezaktywować.
·      Wszystkie komputery, z których jest możliwy dostęp do systemów zarządzania stroną, muszą być regularnie skanowane i wyposażone w oprogramowanie chroniące przed plikami typu malware, kradnącymi hasła. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

PUP – „programy usilnie przeszkadzające”

Internet pełny jest narzekań oraz pytań na temat potencjalnie niechcianego oprogramowania, w skrócie PUP (potenially unwanted programs). Użytkownicy skarżą się na wirusy, które zainfekowały ich przeglądarkę lub paski narzędzi, które włamały się do ich komputera.  Aplikacje z tej grupy nie są jednak przypisane do kategorii złośliwego oprogramowania w szczególności, że większości „infekcji” tego rodzaju jest dość łatwa do uniknięcia.  Ogólnie rzecz biorąc temat PUP jest wieloaspektowym problemem dla użytkowników i branży antywirusowej jednocześnie będąc dochodowym biznesem dla ich dystrybutorów.
PUP to nie malware Określenie złośliwe oprogramowanie odnosi do software’u, którego głównym celem jest wyrządzenie szkód na zainfekowanym urządzeniu lub kradzież informacji z zamiarem ich wykorzystania do działań przestępczych (kradzież tożsamości, nadużycia finansowe czy sprzedaż wykradzionych danych). Nie zawsze jednak możemy tak łatwo rozróżnić typowe złośliwe pliki od potencjalnie niechciane…

Nic nie zamawiałeś? I tak możesz otrzymać maila o odbiorze paczki.

InPost i jego klienci na celowniku hakerów.
W naszych archiwalnych wpisach często mogliście natknąć się na opisy ataków lub kampanii phishingowych ukierunkowanych na użytkowników serwisu aukcyjnego Allegro. Ostatnio głośno było o nawiązaniu współpracy pomiędzy serwisem, a jednym z największych operatorów pocztowych w kraju firmą InPost. Może właśnie ta współpraca zwróciła uwagę cyberprzestępców, gdyż aktualnie jesteśmy świadkami zmasowanej kampanii phishingowej podszywającej się pod InPost.


Pracownicy G DATA SecurityLabs przechwycili i przeanalizowali fałszywe wiadomości mailowe docierające do użytkowników w całej Polsce. Za akcją prawdopodobnie stoją te same osoby, które kilka tygodni temu rozsyłały fałszywe „Powiadomienia o wciągnięciu na listę dlużników KRD”. Świadczą o tym dane dotyczące autora złośliwego pliku załączanego do wiadomości oraz wykorzystywana do uwiarygodnienia treści personalizacja samego maila, ale o tym za chwilę.


PORÓWNANIE
Adres nadawcy wiadomości o tytule „P…

Dridex, powrót trojana bankowego na Stary Kontynent

Kolejny raz trojan bankowy Dridex wyciąga swoje macki w kierunki klientów instytucji finansowych, by wykraść im uwierzytelniające dane wymagane do zalogowania się do bankowości elektronicznej. Poprzednim razem szkodnik ten infekował komputery przypisane do puli adresów IP Wielkiej Brytanii, jednak tym razem powraca na Stary Kontynent rozprzestrzeniając się po Europie Środkowej.
Wektorem infekcji są przede wszystkim wiadomości e-mail ze szkodliwymi załącznikami. Oszuści próbują zmusić swoje ofiary do otworzenia niebezpiecznego archiwum i wypakowania go, a wabikiem jest socjotechniczna pułapka rzekomego zwrotu podatku za zrealizowane faktury. Wszystkie e-maile mają bardzo osobisty wydźwięk, na pierwszy rzut oka nie są to wiadomości od oszustów, ale od rzekomych znajomych, prywatnych osób lub firm. Dodatkowo, pozdrowienia i życzenia mają sugerować związek pomiędzy nadawcą a odbiorcą. Analitycy zagrożeń z G DATA SecurityLabs spodziewają się, że kampania z udziałem tego typu spamu i trojane…